wtorek, 16 kwietnia 2013

Fotograficzne być albo nie być

Niebawem ruszam pełną parą...a to wszystko tylko dzięki Wam - bo gdyby nie miłe słowo, zachwyt i wdzięczność za moją twórczość nie miałabym tego dla kogo robić. Z wykształcenia jestem dziennikarzem - fotografia była moją pasją. Połączyłam przyjemne z pożytecznym. Kocham fotografię czystą, prawdziwą - niejednokrotnie pisałam, że nie lubię ozdobników, ramek, czy (jak dla mnie) wiejskich rameczek i pierdoł rodem z lat '90, które są oznaką braku fotograficznego zmysłu i smaku oraz kiczu. Ponadto spójność - tego się trzymam. Jeśli robię sesję to ma ona określony zamysł, barwy tonalne i obraz - kiedy oglądam sesje w których każde zdjęcie jest inne odnoszę wrażenie, że twórca wrzucił zdjęcia w jakiś darmowy program i przy każdym przesuwał suwak ustawień w inną stronę, przypadkowo. Po chwili zaczynam myśleć, czy to oby nadal ta sama sesja, ten sam reportaż... nie znoszę... Co dziś jest wyznacznikiem fotograficznego być albo nie być?  Podobno tylko fakt posiadania lustrzanki co oznaczałoby, że współczesny świat składa się z samych fotografów... a niech będą - na zdrowie - bylebym nie musiała kaleczyć swoich oczu tandetą i brakiem umiejętności owych posiadaczy lustrzanek...

Poniżej krótki reportaż z ceremonii Chrztu Świętego Elizki - kto zna bloga wie, ze Elizka uczestniczyła już w sesji będąc jeszcze w brzuszku swojej mamy :)

http://wegner-keiling.blogspot.com/2012/09/ciazowo.html























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz