czwartek, 22 listopada 2012

Zabawy z bronią

Nigdy nie planuję szczegółowo sesji.... dlaczego? Proste! Zawsze wychodzą takie rzeczy, że cały plan bierze w łeb. Po co się stresować ... ogólny zamysł sesji, rekwizyty i wizaż znane ale dużo wychodzi w trakcie. tym bardziej,  że kiedy pracuje się z nowo poznaną osobą trzeba się dopasować. Jeśli fotografa z modelką połączy nić porozumienia może się to przerodzić w bardzo intymny związek, którego owocem są świetne zdjęcia. Zawsze staram się by atmosfera panująca na planie była co najmniej przyjemna... W innej sytuacji nie potrafiłabym pracować. Oczywiście inaczej pracuje się na sesjach modelingowych gdzie odtwarzam swoje wizje, a zupełnie inaczej przy sesjach indywidualnych. Reportaż rodzinny, ślubny, chrzty, sesje brzuszkowe to niezwykle trudne zadanie. Bycie niewidzialnym, szczególna delikatność....tak to wlasnie kocham w fotografii...poznawanie nowych ludzi, nowe przyjaźnie, ludzkie historie i to, że nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć :)

Dzisiaj prezentuje sesję Gosi...naszej dziewczyny żylety...poczucie humoru, niebanalna uroda i to coś w oku. Wizażem zajęła się znana wam Eliza, która w miarę możliwości będzie nie tylko pozować ale również asystować przy kolejnych sesjach. W ostatniej chwili trzeba było zmienić plan bo z ruin domu położonego wśród pól przepędził nas rolnik o czerwonym licu. Sesja odbyła się w opuszczonym budynku, w którym niegdyś tworzone były pomniki. Było baaardzo zimno ale Gosia była dzielna :) Efekt nasze współpracy możecie ocenić sami :)



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz